JOF03 :: 11 :: Tańczący Elvisi

22:08:00 MrJedi 1 Comments

Niezmiennie wciąż mnie zadziwia pewne zjawisko, sposób w jaki Japończycy angażują się w to, co robią. Nieważne, czy celem jest zdobycie medalu olimpijskiego, wystruganie drewnianej figurki, zaprojektowanie parku, czy też ugotowanie makaronu. Podejście zawsze jest takie samo: dążyć do nieosiągalnej perfekcji i całkowicie zaangażować się w ten proces, poświęcając mu całego siebie. Fascynuje mnie to, bo sam myślę w podobny sposób. Podobno Japończycy stali się najbardziej upartym ("ganbarującym"), nieugiętym narodem świata, z powodu warunków naturalnych, w jakich przyszło im żyć. Mnóstwo wulkanów, trzęsień ziemi, nieurodzajnej gleby, zmuszającej do życia na zatłoczonych obszarach. Można się uśmiechać, patrząc na to, jak Japończycy, często w niezrozumiały dla nas sposób, podchodzą poważnie do, zdawać by się mogło, zwykłych czynności. Uśmiechać się można, jeśli się nie wie, skąd się taki stan rzeczy wziął. Inna kultura, to inny sposób myślenia. Inny, nie gorszy.



Dlaczego o tym właściwie piszę? Ano może dlatego, że ja również, gdy pierwszy raz zetknąłem się z tym sposobem postrzegania świata, nie do końca potraktowałem go poważnie. A przynajmniej, nie do końca zdawałem sobie sprawy z jego istoty. Istoty japońskości. Można się uśmiechać, widząc dorosłych facetów, popisujących się niczym naiwne nastolatki, pozujących na twardzieli, epatujących swoimi teatralnymi gestami, niczym z przerysowanych, amerykańskich filmów z lat 50. XX wieku. Jednak wystarczy trochę dłużej i głębiej przyjrzeć się temu zjawisku, aby dostrzec w nim coś jeszcze. Drugi poziom. Inny styl życia i myślenia, bo widoczny tu taniec jest tylko wierzchołkiem góry.

Jak wspomniałem w filmie (i napisałem więcej na ten temat w książce), widoczni tu tancerze rockabilly, zwani przez nas żartobliwie "Tańczącymi Elvisami", pojawili się w Tokio o wiele wcześniej, niż osławieni kosplejowicze (patrz: cosplay) z mostu Jingu w Harajuku. Ci ludzie to legenda i ikona tego miejsca. Być może są swego rodzaju pozerami, ale w typowo japoński sposób angażują się w to wszystko z takim zacięciem, że nie sposób, choć przez chwilę, zaangażować się w ten nierealny wręcz show wraz z nimi.

Kim są ci ludzie? Miejska legenda głosi, że za całym tym zjawiskiem stoi gang bosozoku "Black Shadow", którego styl bycia określa właśnie ten taniec (na tym filmie to niekoniecznie właśnie oni), niezwykła mieszanka amerykańskiej popkultury półmetka ubiegłego wieku oraz japońskiego perfekcjonizmu, który nadał temu zjawisku, jak zwykle, niezwykłego szlifu, podnosząc je na zupełnie nowy poziom ekspresji. A zatem, Moi Drodzy, oto Oni. Dla jednych będą to tylko wygłupy, dla innych pozerstwo, a dla jeszcze innych - styl bycia, który w wybiórczym i najbardziej wizualnym zakresie, objawia się właśnie tu, w Tokio, w Harajuku, na niewielkim placyku przed wejściem do parku Yoyogi. Miłego oglądania.

1 komentarze:

JOF03 :: Tokijski szwendacz 01: W stronę Ikebukuro

23:47:00 MrJedi 0 Comments


Tokijski szwendacz powraca. Tym razem ruszymy ulicami Tokio w stronę mniej znanej, ale bardzo interesującej, tokijskiej dzielnicy rozrywki - Ikebukuro. Nie ma tu aż tylu przybytków zabawy co w kultowym Shinjuku, czy też bardziej młodzieżowej Shibuya, ale mimo tego dzieje się tu bardzo wiele, zwłaszcza w centralnej części tej dzielnicy. Pobiegamy trochę z kamerą za dnia, również po bocznych uliczkach, jak i pokażemy ją wam wieczorkiem. Nie jest to pierwsza wizyta w tej dzielnicy w naszej serii filmowej. Ci z was, którzy uważnie oglądają nasz filmowy cykl podróżniczy (chociażby poprzednie części "szwendacza"), dobrze wiedzą, że w Ikebukuro znajdziemy masę izakai, barów i restauracji, salony pachinko, kina, park oraz bajecznie wyposażone sklepy dla miłośników japońskiej animacji. Tych ostatnich nie ma tu tak wiele jak w Akihabarze, ale na pewno są warte poznania. Mówiąc w skrócie, będąc w Tokio, zajrzyjcie do Ikebukuro, bo naprawdę warto. No dobrze, dosyć tego gadania, łapiemy kamerkę i w drogę. Wszak chodzi o to, żeby się szwendać, a nie gadać.



Zwróćcie uwagę m.in. na mijane salony gier z wszechobecnymi "ufo catcherami", czyli "łapkami", automatami w których można wyławiać różnego rodzaju przedmioty. W Ikebukuro tego typu maszyn jest wyjątkowo dużo. Temat jest chwytliwy i na pewno jeszcze do niego wrócimy.

0 komentarze:

JOF03 :: special 01 :: Mr.Root

21:22:00 MrJedi 1 Comments

Połowa lat 90. XX wieku, to początek bardzo ciekawego okresu, bowiem to właśnie wtedy w Polsce pojawił się temat, który porwał tłumy. Zwłaszcza te młode. Mowa oczywiście o japońskiej popkulturze, choć wtedy głównie uwaga koncentrowała się na japońskim komiksie (manga) i animacji (anime). Oczywiście rewolucje nie dzieją się same. Zawsze stoją za nimi ludzie. Tak również było i w tym przypadku. Można by tu wskazać palcem kilka punktów i osób kluczowych, istotnych dla spopularyzowania tego tematu w Polsce: Secret Service, Kawaii, Animegaido, Polsat, Polonia 1, Czarodziejka z księżyca, Mr.Root, MrJedi i... to wyliczanka wymagająca dokładniejszego omówienia, więc zostawmy ją sobie na inny raz. Zaczynając jednak naświetlać ten temat, od kogoś musiałem zacząć. Niezamierzonym zbiegiem okoliczności padło na Roberta Korzeniewskiego, znanego również jako Mr.Root. Oto zapis naszej krótkiej rozmowy o początkach polskiego fandomu japońskiej popkultury, a dokładniej - jego udziale w tym całym zamieszaniu, bo temat jest, rzecz jasna, o wiele szerszy.




Z czysto technicznych uwag dodam, że niniejszy wywiad kręcony był za pomocą trzech kamer. Niestety, jedna zawiodła. Na szczęście nie ta najważniejsza. Podczas rozmowy od czasu do czasu wyjaśniam widzom pewne kwestie, gadając do ściany, czyli stojącej naprzeciw mnie niedziałającej kamery (co możecie zaobserwować na obrazie nakręconym na kamerze stojącej z boku). Uprzedzam o tym tak na wszelki wypadek, gdyby niektóre momenty podczas naszej rozmowy wydały się Wam nieco dziwaczne. Cóż, nie zawsze wszystko działa tak, jak byśmy sobie tego życzyli.

Tak czy owak, mam nadzieję, że nasze wspominki "dinozaurów polskiego fandomu" przybliżą Wam pewne wydarzenia z przeszłości, które zapoczątkowały coś, co dzisiaj wydaje się młodym fanom oczywiste. Ale dla nas, wtedy, wcale takie nie było. Bo przecieranie szlaków zawsze wymaga najwięcej wysiłku. Miłego oglądania.

1 komentarze:

...