JOF05 :: 23 :: Atmo Tokyo

Atmosfera panująca w Tokio jest wyrazista, esencjonalna, gęsta, a jednocześnie trudna do przekazania za pomocą filmu - czyli obrazów i dźwięków. To za mało, aby przekazać coś tak złożonego. A jednak próbujemy. Nie dlatego, że mamy nadzieję, iż uda nam się przenieść ten "feeling" w całości, gdyż jest to niemożliwe, lecz dlatego, że mając szansę na przekazanie choćby niewielkiej jego cząstki, mamy nadzieję pobudzić Was do działania - do podjęcia samodzielnej  podróży do tego zjawiskowego miejsca.

Oto krótka impresja filmowa nakręcona pewnego wieczoru, gdzieś w uliczkach Tokio. Coś bardzo zwykłego i przyziemnego, a zarazem pełnego tej charakterystycznej, tokijskiej, japońskiej, nieuchwytnej atmosfery. Bo takie właśnie jest to miasto. Niezwykłe w swej zwykłości. Takie zawsze pozostaje w naszych wspomnieniach i marzeniach. I takie jest za każdym razem, gdy je odwiedzamy. Nigdy nie zawodzi. Zawsze wita nas tą samą ciepłą obietnicą wspólnej przygody. Zapraszamy na przechadzkę.










JOF05 :: 22 :: Z Tokio do Edo

Czy wiecie, że Tokio nie zawsze nosiło taką nazwę? Kiedyś, zanim jeszcze zalano je betonem i poprzetykano wieżowcami, było równie tętniącym życiem miastem jak obecnie, tyle że zbudowanym głównie z drewna, no i rzecz jasna - o wiele niższym. Dawno temu drewniane Tokio zwano Edo, czyli Brama do zatoki, jako że leżało u ujścia rzeki Sumidy do zatoki, zwanej obecnie zatoką tokijską. W 1868 roku, gdy siogunat przekazał władzę cesarzowi, ten postanowił przenieść się z Kioto do Edo i jednocześnie nakazał zmianę nazwy miasta na Tokyo, czyli Wschodnia Stolica. To był oczywiście nowy impuls do rozrostu przyszłej metropolii, jednak nie jedyny, gdyż Edo również wcześniej rozrastało się w niesłychanym tempie. Już w okolicach 1720 roku Edo przekroczyło liczbę miliona mieszkańców, dołączając do grona największych skupisk miejskich na świecie. Dzisiaj Tokio jest największą metropolią świata - mieszka w nim niemalże tyle ludzi, co w całej Polsce.

Drewniane Tokio, a zatem wszelkie pozostałości po Edo, zniknęły w większości wraz z drugą wojną światową podczas - będących następstwem bombardowań - pożarów, które dosłownie pochłonęły miasto. Dzisiaj niewiele jest już miejsc, gdzie zachował się duch dawnego Tokio. Jednym z nich jest Muzeum Edo-Tokyo.

Muzeum Edo-Tokyo otwarto w 1993 roku. To fascynujące miejsce zarówno dla każdego miłośnika tej niesamowitej metropolii, jak i historii Japonii. Muzeum ilustruje Edo od drugiej połowy XIX wieku (epoki Meiji), aż do znanego nam Tokio epoki Showa, czyli końca lat 80-tych XX wieku (później dodano również kilka elementów wykraczających poza lata 90-te XX wieku). Nie jest to miejsce, które można zwiedzić w ciągu godziny. A zatem warto, a nawet trzeba, zarezerwować sobie na tę wyprawę pół dnia.
















JOF05 :: 21 :: Tokyo Run

To będzie dosyć dynamiczny odcinek, kolorowy i pełen energii, tak jak kolorowe i pełne energii jest Tokio. Pobiegamy trochę po stolicy Japonii, zajrzymy tu i tam, nacieszymy się panującym wokół klimatem fantastycznej metropolii oraz podzielimy się z Wami paroma fajnymi doświadczeniami i ciekawostkami.
W przelatujących obrazach może nie zawsze od razu dostrzeżecie o co chodzi, zatem poniżej podrzucamy kilka przydatnych podpowiedzi, które powinny uczynić film bardziej treściwym. Oto co ujrzycie w bieżącym odcinku. ▼




▲ KOLEJE JAPOŃSKIE


Zaczniemy od migawek z japońskiego metra. Pisaliśmy już o tym, jak niesamowitym tworem są japońskie koleje, więc tutaj ograniczyliśmy się tylko do kilku ciekawostek. Na filmie zobaczycie m.in. wszechobecne na większych tokijskich dworcach ekrany, które są absolutnie wszędzie - nie tylko w formie wolno stojącej, ale również wpasowane w ściany i filary. To daje niesamowity efekt, jakiego nie da się osiągnąć w przypadku plakatów - multimedialną, żywą przestrzeń. Zresztą, reklamy w Tokio to temat na osobną rozprawkę. Na dwóch ujęciach zobaczycie np. reklamy na... poręczach ruchomych schodów. A chwilę przedtem, człowieka pucującego boczne powierzchnie tychże schodów na przysłowiowy błysk. I nie jest to jakiś wyjątek, gdyż Japonia jest niezwykle czystym krajem. Niezwykle.




▲ SHINJUKU


Shinjuku to tokijska dzielnica rozrywki, największe zagęszczenie wszelkich atrakcji nie tylko w Tokio, ale w całej Japonii. Na filmie zobaczycie m.in. znaną ulicę mieszczącą się tuż przy placu obok sławnego dworca Shinjuku, przez który przewija się prawie 4 miliony pasażerów... dziennie. W Japonii jednak wszystko jest doskonale zorganizowane i tłumy niczym ławice ryb przepływają sprawnie przez dworcowe arterie. Większość z nich wylewa się właśnie na plac widoczny na filmie. Ma on bardziej kameralny klimat, niż ten w Shibuya.








▲ SHIBUYA


Na filmie ujrzycie również migawki ze sławnej dzielnicy Shibuya i to zarówno za dnia, jak i w fantastycznych światłach nocy. To centrum rozrywki i zakupów słynie z wielu rzeczy, a najsławniejsze z nich to wielkie skrzyżowanie przed dworcem kolejowym oraz pomnik Hachiko, również znajdujący się na placu przy wspomnianym skrzyżowaniu. A zatem, jeśli będąc w Tokio udacie się do Shibuya i zechcecie wyjść ze stacji na ten sławny plac, rozejrzyjcie się wokół i poszukajcie drogowskazów kierujących do wyjścia Hachiko. W ten sposób natychmiast znajdziecie się w samym medialnym centrum tej zjawiskowej dzielnicy.


▲ UENO


Następnie trafimy do niepozornej dzielnicy zwanej Ueno, której niska zabudowa i przyziemny przyjemny klimat, sugerują raczej brak atrakcji, gdy tymczasem Ueno - o czym również wspominaliśmy wielokrotnie - to sławny park, świątynie, masa muzeów, niesamowity targ Ameyayokocho, zoo i wiele innych atrakcji. Tu naprawdę wiele się dzieje, choć na to nie wygląda. Tym razem jednak pominęliśmy to wszystko i pod wpływem impulsu, jeszcze na gorąco, nagraliśmy wrażenia zaraz po tym, jak zostawiliśmy nasz drogocenny sprzęt fotograficzny w ruchliwym barze z hamburgerami. O tym, czy go odzyskaliśmy, opowiemy w filmie.




▲ DOBRE SUSHI


Nadal pozostając w dzielnicy Ueno wybraliśmy się do naszej ulubionej sieci barów sushi - Sushizanmai. Na filmie mówię o cenach z "dolnej półki średniej półki" i jakości z "górnej półki", przepraszam za te może nie dla wszystkich klarowne wyjaśnienia, lecz gdy mam przed oczami tak dobre jedzenie, trudno mi się skoncentrować. Właściwy przekaz jest taki: Sushizanmai to doskonała sposobność na zjedzenie sushi o jakości "topowo restauracyjnej" za cenę troszkę poniżej średniej. W tym przypadku oznacza to 100-200 jenów za porcję sushi na ryżu. To może się wydawać wiele, ale gdy spróbujecie tej jakości (wartej w realiach Tokio setki złotych), szybko zrozumiecie, że jest to nie lada okazja. Innymi słowy, jeśli wydaje się Wam, że wiecie jak powinno smakować dobre sushi... zajrzyjcie do Sushizanmai, a Wasze kubki smakowe ufundują Wam świątynię.


▲ SUMIDA


Naszą podróż zakończymy - niekiedy dosyć nietypowymi - migawkami znad Sumidy, przepływającej przez stolicę Japonii rzeki, na której i wokół której zawsze wiele się dzieje. Podobnie jak podczas naszych podróży.

Teraz już wiecie co i jak, a zatem - miłego oglądania!

JOF05 :: 20 :: Festiwal Oeshiki w Ota

I tak oto trafiliśmy na kolejny japoński festiwal (matsuri), tym razem do miejscowości Ota. Festiwal nazywa się Oeshiki i jest organizowany od ponad 700 lat pod patronatem świątyni Ikegami Honmonji. Ciekawostką jest to, że owe matsuri odbywa się w wielu miejscach w Japonii, ale to właśnie to w Ota jest uważane za najbardziej prestiżowe, gdyż to w tej świątyni zmarł święty Nichiren, a cała impreza odbywa się właśnie ku jego czci. Tyle teorii, bo w praktyce nie ma to większego znaczenia, gdyż nie jest to święto religijne w naszym tego słowa rozumieniu, lecz doskonała okazja, aby poskakać, powalić w bębny i zajadać się mnóstwem pyszności (wszechobecny w Japonii alkohol pominę milczeniem). Jeden z japońskich uczestników tego festiwalu stwierdził, że ten typ matsuri jest esencjonalnie japoński, bo koncentruje się na tych trzech elementach: tańcu, bębnach i jedzeniu. I tak właśnie było.



Pochód barwnych tancerzy podczas festiwalu Oeshiki zaczyna się na stacji kolejowej (stąd zobaczycie najwięcej ujęć na naszym filmie), kończy pod wspomnianą świątynią (tam również dotrzemy) i ma długość dwóch kilometrów. Udział w zabawie biorą mieszkańcy w praktycznie każdym wieku (co również ujrzycie na filmie), od przedszkolaków, do - jak to ładnie określają Japończycy - weteranów życia. Każda grupa biorąca udział w pochodzie ma własne stroje i w taki czy inny sposób - czy to tańcem, entuzjazmem, choreografią, czy też wyjątkowo okazałym wystrojem - próbuje zabłysnąć przed widzami i daje z siebie wszystko, czyli typowo po japońsku - "ganbaruje". To pokojowe współzawodnictwo nadaje tej imprezie fantastycznej dynamiki. Choć trzeba mieć sporo energii, aby dotrwać do końca, nawet jako widz.




No i oczywiście wspomniane już - jedzenie. Setki stoisk z tym, co Japończycy lubią najbardziej podjadać na takich imprezach. Każdy tu znajdzie coś dla siebie. Jest tu tego tyle, że można by wyżywić spore miasto przez co najmniej jeden dzień. Niemożliwe? Otóż - być może na zdjęciach i filmie tego nie widać - ale ten oto festiwal w tym oto niewielkim miasteczku odwiedza aż 300 tysięcy uczestników. Witajcie w japońskie rzeczywistości.

Zanim ktoś się skrzywi na widok pieczonych ośmiorniczek, czy temu podobnych specjałów, uwierzcie mi: trzeba spróbować, żeby oceniać. Japońskie jedzenie jest pyszne, choć zdarza się, że przy wzmożonej produkcji dla masowego klienta, niektórzy właściciele stoisk czasami bywają niezbyt dokładni, co zauważam w naszym filmie (patrz: takoyaki - słodkawe kuleczki z kawałkami ośmiornicy, pochłaniane przez członka naszej ekipy, Michała. Choć inna sprawa, że on jadł je pierwszy raz i jemu smakowało). Niedokładność w tym przypadku polegała na tym, że smak "ciasta naleśnikowego" z którego robione są kuleczki, był zbyt "rozwodniony", a kawałki ośmiornicy, które powinny być malusieńkie niczym pestka pomarańczy, były zbyt duże i drażniły swoim kwaśnym, marynowanym posmakiem. Nie wiem, czy Japończycy uważają coś takiego za błąd, mi w każdym razie - wytrawnemu miłośnikowi takoyaki - takie niedopatrzenie nie przypadło do gustu. Ale, dosyć marudzenia - na takoyaki przyjdzie jeszcze w naszej serii czas. Sam festiwal natomiast uważamy za udany i serdecznie Wam polecamy!


...