Może ktoś nie uwierzyć, ale zakupy spożywcze w Japonii to prawdziwa frajda. Nie da się tego wyjaśnić, jeśli się tego nie doświadczyło na własnej skórze, a właściwie - podniebieniu. Żywność sprzedawana w Japonii to orgia smaków, jakości i świeżości. Pomijając oczywiście pewne produkty, które ze swojej natury są sztuczne. Niemniej jednak jeśli chodzi o mnie (i towarzyszące mi osoby), dla nas każde zakupy w japońskich sklepach spożywczych to wyprawa do krainy pełnej niespodzianek i frajda nie mniejsza, niż podczas zakupów w sklepach fanowskich. Nie jestem wam w stanie przekazać za pomocą kamery smaków i zapachów, nad czym bez przerwy boleję, musicie mi więc uwierzyć na słowo. Lub sami wybrać się do Japonii i to sprawdzić.
Nie traktujcie tego filmiku jako materiału wyczerpującego temat, a zaledwie zajawkę sygnalizującą to zjawisko, gdyż do japońskich sklepów spożywczych na pewno jeszcze nie raz wrócimy. Bo trudno do nich nie wracać. Powiem tylko pokrótce, jakich rodzajów sklepów z jedzeniem można doświadczyć w Tokio. To mogą być przydatne informacje, jeśli się tam wybieracie. A zatem, ogólnie i po kolei:
• Sieci sklepów spożywczych: miejsca z najtańszym jedzeniem, zwłaszcza gdy zajrzycie do nich wieczorkiem na godzinkę lub dwie przed zamknięciem, gdy wszystkie świeże towary, które nie mogą zostać na drugi dzień, są masowo przeceniane - gotowe dania, mięsa, ryby i owoce morza, wszystko świeżutkie i tanie jak barszcz.
• Shoutengai: ulice handlowe, często z krytym dachem, to miejsca dla masy najróżniejszych sklepików, punktów usługowych, rozrywkowych i restauracyjek. Zazwyczaj przylegają do stacji kolejowych i potrafią się ciągnąć nawet przez kilka skrzyżowań.
• Targi na wolnym powietrzu: coraz rzadziej spotykane miejsca; w Tokio wartym uwagi jest targ Ameyakocho (Ameyako/Ameyoko) w dzielnicy Ueno, prawdziwa skarbnica pyszności i w ogóle tanich zakupów, no i ten klasyczny klimat! Targi rozciągające się na przydworcowych ulicach to również rodzaj shoutengai.
• Konbini: całodobowe sklepiki z najbardziej popularnymi towarami, tu jest drożej niż w zwykłych sklepach spożywczych, no ale płacimy za wygodę i dostępność przez całą dobę. Konbini w samym Tokio są tysiące. Szybko się od nich uzależnicie. Można tu kupić ciepłe przekąski, papierosy, alkohol, słodycze, gotowe zestawy lanczowe, środki higieny osobistej, itd. Czysta wygoda.
• Pasaże z gotowymi posiłkami: nie są to tanie miejsca, ale ich zaletą jest to, że za cenę barowego posiłku dostajemy na wynos gotowe jedzenie najwyższej, restauracyjnej jakości - od sałatek i kanapek, poprzez dania mięsne, rybne, wegetariańskie i z owoców morza, po wszelkiego rodzaju desery. Można tu w jedną chwilę skompletować ekskluzywny posiłek za stosunkowo niewielką kwotę.
• Automaty: z napojami zimnymi i gorącymi, alkoholami, papierosami - są wszędzie i natychmiast uzależniają. Ponadto okazjonalnie spotkacie wiele innych automatów, które trudno zliczyć: z lodami, parasolkami, przekąskami, bielizną i wiele innych. Odkrywanie ich to przygoda sama w sobie.
• Sklepy stujenowe z żywnością: to takie zazwyczaj trochę większe konbini, tyle że wszystko w nich jest po sto jenów. Warto znać, jeśli chcecie kupić na przykład podstawowe przedmioty wyposażenia kuchni, a nie dysponujecie nadmiarem gotówki, bo oprócz kanapek, słodyczy i napojów, znajdziecie tu również kubeczki, sztućce, talerze, itp.
O sklepach, zakupach i jedzeniu, na jakie możemy natknąć się w Japonii, piszę więcej w książce, do której lektury serdecznie zapraszam. I jak zwykle, życzę miłego oglądania.
Witajcie, Moi Drodzy! Ponownie mieliśmy miłą okazję do spotkania na wrocławskim konwencie B.A.K.A. Jak zwykle było bardzo sympatycznie. Również i tym razem mieliśmy niekłamaną przyjemność spotkać się z Wami na panelu z serii "Japonia oczami fana", na którym miała miejsce premiera filmu X-Japan Forever!, finałowego odcinka drugiej serii naszego filmowego cyklu. Tym razem spotkaliśmy się dla odmiany na wielkiej sali, po której niósł się straszliwy pogłos. Mieliśmy również tylko jedną "koncertową pałeczkę" do podziału, lecz to nie przeszkodziło Wam w cieszeniu się kolejną filmową wyprawą do Japonii. Dziękujemy Wam za to!
Nasz film jak zwykle jest bardziej filmową impresją, aniżeli sprawozdaniem z konwentu. Słowa są tu w zasadzie zbędne. Oddaję w Wasze ręce kolejny materiał filmowy, który - mam nadzieję - pozwoli wam raz jeszcze powrócić wspomnieniami do konwentowych dni, teraz i w przyszłości. Miłego oglądania.
Tak, wiem, powtarzam się, ale muszę to powiedzieć raz jeszcze: Tokio to niesamowita metropolia. Tutaj można mieć frajdę ze wszystkiego, nie tylko z miejsca, do którego zmierzasz, ale i z samej podróży. Tak, wiem, dla niektórych takie stwierdzenie brzmi co najmniej dziwnie - cieszyć się z korzystania z komunikacji miejskiej?! To jakaś paranoja! Może i tak, ale nie w Tokio. A oto jeden z najlepszych na to przykładów.
O tokijskiej komunikacji miejskiej już się nie raz rozpisywałem i zapewne będę się jeszcze nie raz rozpisywał, dlatego na razie odstawię ten temat na bok i skoncentruję się na jednej, magicznej nazwie: Yurikamome. Brzmi dziwnie? Niekoniecznie.
Co oznacza to słowo? Po japońsku oznacza ono dokładnie tyle, co "mewa śmieszka", czyli jest to nazwa jednego z gatunków tych wodnych ptaków, których w okolicach zatoki tokijskiej nie brakuje. I właśnie tutaj, pomiędzy strzelistymi budynkami, a tą samą zatoką, na wysokości kilku pięter, porusza się niezwykła kolejka miejska, zwana właśnie Yurikamome.
Co w niej jest takiego nadzwyczajnego, zapytacie? Jak zwykle pokrętnie i nieco może nawet złośliwie, odpowiem: musicie się nią przejechać sami, aby to naprawdę pojąć. Mam nadzieję, że ten właśnie odcinek naszej filmowej serii, choćby troszeczkę, choćby odrobinkę, pomoże wam zrozumieć moją fascynację tym przesympatycznym środkiem transportu.
Chociaż, nie. Nie pomoże. Tego trzeba doświadczyć samemu. Ja do dziś pamiętam swój pierwszy raz, gdy wsiadłem do tej kolejki, zupełnie nie spodziewając się tego, co mnie za chwilę spotka. To był mój pierwszy dzień w Tokio. Pamiętam jak przez kolorową mgłę, gdy zmęczony po podróży, pośpiesznie porzuciłem rzeczy w hotelu i poganiany czasem, popędziłem na stację, aby na drugim końcu miasta spotkać mych towarzyszy podróży. Dzień miał się powoli ku końcowi, niebo leniwie stawało się stalowoszare, znad zatoki napływał pachnący wiosną wiatr, a ja półprzytomny ze zmęczenia i naładowany niesamowitymi wrażeniami, pływającymi w morzu adrenaliny, niczego nieświadomy, wskoczyłem do wagonu kolejki Yurikamome. Po chwili pociąg ruszył przed siebie, a ja oniemiałym gajdzińskim wzrokiem, pochłaniałem błyszczące w zachodzącym słońcu oszklone budynki i odbijające się w spokojnej powierzchni wody przepięknymi odcieniami pomarańczy, chowające się za lustrem zatoki tokijskiej, słońce. - Boże! - pomyślałem chyba wtedy. - Co to za miejsce?! Co się właściwie stało?! A więc to tak wygląda Tokio o zachodzie słońca?! To jest po prostu... piękne. - Gapiłem się zauroczony, zatopiony i zakochany w grze ciepłych świateł, pędząc labiryntem pomiędzy budynkami, niczym w jakiejś nierealnej scenie, wyrwanej z obłędnie bajecznego filmu science-fiction. - W życiu piękne są tylko chwile - przypomniałem sobie wtedy słowa pewnej piosenki. - I to jest jedna z takich chwil. Tak cholernie wzruszających i zapadających w pamięci, wyjątkowych chwil, trudnych do opisania słowami. Chwil, które cię definiują i określają twoje miejsce na ziemi. Chwil, które zostaną z tobą do końca życia. Chwil należących tylko do ciebie. Chwil, które posiadają moc przemiany otaczającego cię wszechświata. - Witaj, Tokio - uśmiechnąłem się gdzieś w głębi siebie, zauroczony tym, co widzę. - Wiesz, co? Chyba się polubimy. - I chyba właśnie wtedy coś we mnie uległo nagłej i nieodwracalnej przemianie. Wysiadłem z pociągu już jako inny człowiek. Bo prawdziwa miłość dopada nas zawsze znienacka.
Yurikamome, oprócz samej trasy, która dostarcza tak fantastycznych wrażeń, ma jeszcze jednego asa w rękawie: nie ma maszynisty. Cała kolejka bowiem obsługiwana jest na odległość ze specjalnego "centrum sterowania", dzięki czemu pasażerowie mają okazję skorzystać z miejsc mieszczących się na samym początku składu i mogą obserwować swoją fantastyczną podróż z punktu widzenia osoby prowadzącej pociąg. I właśnie to chciałem wam między innymi pokazać na niniejszym filmie. Co prawda za dnia, bez zachodu słońca i innych romantyczno-uczuciowych dodatków, ale od czegoś trzeba zacząć. Usiądźcie zatem wygodnie i... ruszajmy w drogę!
W drugiej części filmu ujrzymy jedno z najpopularniejszych miejsc na wyspie/dzielnicy Odaiba z którego rozciąga się niesamowity (zwłaszcza wieczorami) widok na stojący nad zatoką Rainbow Bridge (Tęczowy Most) oraz kilka innych, znanych miejsc: miniaturową replikę Statuy Wolności, czy też charakterystyczny budynek Fuji TV.
Oczywiście sama Odaiba kryje w sobie o wiele więcej niespodzianek i to, co zobaczycie na naszym filmie, to - owszem - charakterystyczne i warte poznania miejsca, ale na pewno nie jedyne warte tu ujrzenia. I nie zdziwi chyba nikogo, jeśli dodam, że jeszcze tu wrócimy.
Niektórzy z was pewnie, patrząc na tę betonowo-industrialną dżunglę, będą się zastanawiać, co ja właściwie widzę nadzwyczajnego w tym miejscu? Ale uwierzcie mi (lub nie) - to miejsce jest warte bardziej wnikliwej penetracji, bo naprawdę potrafi zaskoczyć i dostarczyć wiele frajdy. Mamy zatem nadzieję, że nasz kolejny film również wam tej frajdy dostarczy. Miłego oglądania Odaiby. A przynajmniej, jej części.
Temat wszelakich japońskich sklepów, w których fani japońskiej popkultury mogą znaleźć wiele różnych ekscytujących różności, powraca i zapewne będzie powracać w naszym filmowym cyklu. A zatem, kontynuując temat "wracania", tym razem wrócimy do dwóch znanych już wam z wcześniejszych filmów miejsc: Nakano Broadway oraz Jimbocho. Zajrzymy co prawda również do Akihabary, ale będzie to wizyta nietypowa, bo wylądujemy w jednej z księgarń w pewnym domu handlowym, aby przekonać się, że każde miejsce w Japonii może dostarczyć wiele radości fanowi japońskiej popkultury.
Nakano Broadway to bardzo sympatyczny, kilkupiętrowy pasaż handlowy, który swoim klimatem przenosi nas na koniec XX wieku. Lecz dla miłośnika tutejszej popkultury największe skarby kryją się właśnie na jego wyższych piętrach, gdzie roi się od fanowskich sklepów pełnych tak niezwykłych rzeczy, że sam ich pobieżny przegląd wystarczyłby na sporą książkę. Jest to jedno z tych miejsc, gdzie warto się udać, aby nie tracąc czasu mieć do dyspozycji w jednym miejscu cały przekrój fanowskich dóbr wszelakich.
Niezwykle ciekawym miejsce jest również Jimbocho (lub Jinbocho), dzielnica pełna księgarń i wydawnictw. Trafiliśmy tu do pewnej niepozornej księgarenki (prowadzonej przez przemiłą panią ubraną w gotycki strój), wypełnionej po brzegi przede wszystkim magazynami poświęconymi japońskiej muzyce rockowej. Raj dla każdego miłośnika j-rocka. Ponadto można tu było znaleźć niezwykłe gadżety fanowskie, często tak unikalne, że aż dziw, iż tak po prostu można było je nabyć. Ale to jest właśnie Tokio, moi drodzy fani - tutaj jest wszystko. A jeśli czegoś nie ma, to znaczy, że jeszcze tego nie wymyślono. Miłego oglądania.
Jeśli podobały ci się pokazane w tym filmie miejsca, zobacz je również na innych naszych filmach:
Materiał na ten odcinek został nakręcony "przypadkiem", dlatego nie traktujcie go zbyt poważnie. To był Golden Week 2011, wszystkie poczty w Tokio pozamykano na cztery spusty, a my musieliśmy na gwałt wysłać międzynarodową przesyłkę słusznych rozmiarów. No i pojawiło się rozwiązanie. Doszła nas wieść miejska, że jest jeden, malutki, niezwykły, ukryty w gąszczu potężnych wieżowców, punkcik pocztowy, w którym grupka heroicznych pracowników tejże instytucji, narażając swe zdrowie i życie, czuwa aby tacy głupi i zagubieni gajdzini jak my, mogli wysłać przesyłkę w dzień wolny od ganbarowania, czyli pracy. No i wyruszyliśmy w tę wielką i niebezpieczną wyprawę, podczas której nasz los nie był taki pewny.
Ów punkt poczty japońskiej, obsługiwany przez pięciu dzielnych salarymanów, znajdował się w tokijskiej dzielnicy zwanej Tokio. Tak, ta dzielnica nazywa się tak samo, jak to miasto. I jest to dzielnica diabelnie nudna, bo znajdują się tam wyłącznie rządowe biurowce. No, nie licząc Pałacu Cesarskiego. Ale tam akurat dosyć trudno się dostać. Co nie znaczy, że jest to niemożliwe.
Innym wartym uwagi miejscem w dzielnicy Tokio w Tokio, jest sławna stacja kolejowa Tokio. Przepiękna, klasyczna już w swej formie budowla, której bardzo kosztowna i szczegółowa restauracja zakończyła się pod koniec roku 2012. Zdjęcia te nakręciliśmy na początku kwietnia 2011, dlatego nie ujrzycie budynku stacji na tym filmie (pomijając stare zdjęcia), gdyż będąc w remoncie został on szczelnie zapakowany, jak to się zwykło czynić podczas remontów w Japonii. A nawet, gdyby nie został zapakowany, to nasz pośpiech tak bardzo wpływał na intensywność machania kamerą, że i tak niewiele byście ujrzeli. A zatem dobrze, że budynek był zapakowany, bo w ten sposób nic nie straciliście.
Tak czy owak w końcu udało nam się odszukać wspomnianą placóweczkę poczty japońskiej (co nie było łatwe, zwłaszcza że czas nas bardzo naglił), której powierzchnia - dałbym głowę - była mniejsza niż powierzchnia zajmowana przez zatrudnionych w niej, miotających się pięciu dzielnych pocztowców. Załatwiliśmy zatem swoją naglącą potrzebę wysłania przesyłki, a następnie w drodze powrotnej na stację, wiedziony impulsem globtrotera uzależnionego od kamery, "niespodziewanie" włączyłem trzymane w podręcznej torbie to jakże użyteczne urządzenie do nagrywania i machając nim na wszystkie strony, gawędziliśmy sobie o tym, co widzieliśmy wokół. A że widzieliśmy niewiele, bo zasłaniały nam wszystko nudne biurowce, to i gadaliśmy bez sensu i od rzeczy, aby jakoś zająć sobie czas. I właśnie ten krótki epizod z naszej nieodpowiedzialnej "goldenweekowej tokijskiej odysei" będziecie mieć okazję tu ujrzeć. Choć przed obejrzeniem zalecam łyknięcie tabletki przeciw chorobie lokomocyjnej. Nie wiem, czy pomoże, ale przynajmniej będzie to poniekąd kompatybilne z tytułem filmu.
Jednocześnie mamy nadzieję jeszcze wrócić do dzielnicy Tokio, aby pokazać wam Tokyo Station w całej krasie. Ale to już zupełnie innym razem. A tymczasem, dziękujemy za uwagę i zapraszamy do takiego sobie oglądania.
Ten materiał powstał spontanicznie pierwszego ranka zaraz po przyjeździe do Tokio w roku 2011. Chwil kilka po pamiętnym kataklizmie. Stolica Japonii nawiedzana była wtedy niesamowitą liczbą wstrząsów wtórnych, a my byliśmy (jak zwykle) podekscytowani nową wyprawą po naszych ulubionych japońskich zakątkach. Ot, zwykły tokijski poranek.
Ale, znowu nie taki zwykły, bo dla nas w Japonii nie ma zwykłych poranków. Każdy z nich jest wyjątkowy. Każda minuta tam spędzona jest dla nas bardzo cenna. Wyjątkową rzeczą podczas tego wyjazdu był również nowy, ekscytujący element tokijskiego krajobrazu - Tokyo Sky Tree. Ta potężna wieża dominuje nad Tokio, tak jak kiedyś dominowała Tokyo Tower. Widać ją praktycznie z każdego miejsca w mieście, a zatem w tle naszej balkonowej impresji filmowej będzie dominowała, wtedy jeszcze nadal w budowie, strzelista wieża, dwa razy wyższa niż Tokyo Tower - nowy symbol stolicy Japonii, zwany przez Japończyków - Tokijskim Podniebnym Drzewem.
Nie będzie to jednak film o Tokyo Sky Tree (na to przyjdzie jeszcze czas - materiały w przygotowaniu), a jak wskazuje tytuł odcinka, będzie to "balkonowa pogadanka" o różnych dziwnych, ważnych i mniej ważnych, rzeczach. A o jakich? Sami się przekonajcie. Miłego oglądania.
DROGI WIDZU! Filmy, które oglądasz na tym blogu, publikowane są na DWÓCH kanałach YOUTUBE. Możesz je subskrybować, dzięki czemu będziesz natychmiast powiadamiany o każdej nowości! Kliknij na buttony poniżej i bądź na bieżąco!
Japonia oczami fana w The Japan Times
Japonia oczami fana trafiła na łamy The Japan Times.