JOF02 :: 06 :: Otaku wa tsurai yo

18:16:00 MrJedi 1 Comments


Ciężkie jest życie fana - westchnęła pewnego razu moja znajoma, dźwigając dwie torby mang, pożyczonych od koleżanki. Wypad do Tokyo na "fanowskie zakupy", to coś, czego nie da się opisać słowami - to czyste szaleństwo, które tylko fan zrozumieć potrafi. Jednak oprócz megaprzyjemności związanej z tą czynnością, czekają nas tu również różnego rodzaju “problemy techniczne”, bo przecież potem trzeba jakoś te dziesiątki kilogramów przetransportować do kraju, a limity bagażowe w samolotach wystarczą jedynie na nasze podstawowe rzeczy codziennego użytku. Trzeba więc uzbroić się w informacje, dokonać rekonesansu rynku i działać. Wszystko jest bowiem do przeskoczenia.



Ten filmik nakręciliśmy pewnego razu pod wpływem impulsu, w naszym tokijskim apato (mieszkaniu). Pewnego wieczoru postanowiliśmy bowiem powyjmować w końcu z setek torb i paczuszek zakupy, zrobione przez nas w ciągu ostatnich kilku tygodni w różnego rodzaju fanowskich sklepach i wysłać ten cały kolorowy bajzel do kraju. Okazało się, że mamy do przetransportowania dziesiątki kilogramów, a przesyłki lotnicze są tak kosztowne, że wszystkie te wspaniałości kosztowałyby nas prawdziwą fortunę. Znaleźliśmy jednak opcję - przesyłkę lądową, która cenowo jest całkiem ekonomiczna (ok. 12 tys jenów za 20 kg), pod warunkiem, że nie zaginie. Nam nie zaginęły - a wysłaliśmy ich sporo. Znamy jednak przypadek naszego znajomego, który takową przesyłkę stracił. A zatem, jest to możliwe. Jak jednak widać, nie jest to standard i spokojnie można zaryzykować. No i potem to cudowne uczucie, gdy dostajecie po dwóch miesiącach paczkę z Japonii pełną tych wszystkich wspaniałości - to jest lepsze niż prezent pod choinką!

Zakupy fanowskie w Tokyo uzależniają od pierwszego razu. Nie da się tego wyjaśnić w prosty sposób. To jeden z tych niezwykłych elementów z których składa się to magiczne miasto. Tu nie chodzi po prostu o zakupy, lecz o cała oprawę z tym związaną.

Ktoś mnie kiedyś zapytał, ile trzeba wziąć ze sobą pieniędzy, jadąc na takie "fanowskie zakupowanie". Nie ma odpowiedzi na to pytanie. Bo nie ma takich pieniędzy, których nie można by tam wydać. Jednak jeśli już koniecznie musiałbym wymienić jakąś kwotę, to z moich długoletnich doświadczeń wynika, iż absolutnym minimum, pozwalającym nieco "zaszaleć", jest "jeden man", czyli 10 tysięcy jenów... dziennie. Tylko na same fanowskie zakupy. Miejcie to na uwadze, jadąc do Japonii.

I do diabła - nie przejmujcie się, jeśli nie będziecie mieć tych pieniędzy! Sam wyjazd już będzie wystarczająco wielkim przeżyciem, więc jeśli tylko będziecie mieć okazję pojechania w taką podróż, to do wszystkich diabłów - jedźcie! A resztę zrozumiecie na miejscu. ;)

Miłego przeglądania gadżetów.

1 komentarz:

  1. Patrzę, patrzę... i ani trochę się nie dziwię ;)

    OdpowiedzUsuń