JOF01 :: 03 :: Śladami Totoro 1

19:23:00 MrJedi 2 Comments


Podążanie śladem Totoro - najsławniejszej postaci, jaką stworzył mistrz japońskiej animacji, Hayao Miyazaki - jest w Tokyo stosunkowo proste, gdyż nawet nie szukając, mimochodem i regularnie natykamy się na Totoro Shopy, sklepy poświęcone wszelakim gadżetom, związanym z produkcjami Studia Ghibli (pokażemy Wam to w następnych odcinkach). Muzeum Ghibli to jednak wyjątkowe miejsce - zaprojektowane od początku do końca przez mistrza Miyazakiego, kryje w sobie niepowtarzalny klimat i naprawdę warto się tam wybrać, bez względu na to, na ile "totorowych sklepów" natknęliśmy się wcześniej.

Wersja filmu po reedycji z roku 2012:



Mitaka to naprawdę urocze miejsce i sama już wyprawa do tej podmiejskiej dzielnicy/miasteczka, jest frajdą samą w sobie, a jeśli jeszcze do tego odwiedzimy Muzeum Ghibli - stuprocentowa satysfakcja gwarantowana. W powyższym filmiku, gdy niespodziewanie trafiamy do "mangowego secondhandu", słychać porównanie do niejakiego "BOOK-OFFa" - to kolejna rzecz, którą wyjeżdżający do Japonii fan mangi i anime znać powinien - największa w kraju sieć "książkowych secondhandów" - pełna mang, książek, CD, DVD z filmami, anime i grami itp. (patrz: odcinek 5: Mangowe zakupy) Przeciętna cena tomiku mangi w tym miejscu, to 100-200 jenów, co dotąd wydawało nam się bardzo niską ceną (bo taka jest w istocie) - aż nie trafiliśmy na sklepik z (używanymi) mangami po jenów zaledwie 30. Wniosek: warto wybierać się do mniejszych, podtokijskich miejscowości, właśnie w poszukiwaniu takich cudownych miejsc.

Jednak musicie potem (a właściwie - przedtem) pamiętać o jednym: papier jest ciężki. Diabelnie ciężki. A limit bagażowy na samolot wynosi TYLKO 20kg (walizka z podstawowymi rzeczami codziennego użytku - i już po limicie - a przekroczenie go słono kosztuje), a zatem - trzeba to będzie potem jakoś przewieść do kraju - co wiąże się z kolejnymi kosztami. Najlepiej jest wysłać paczkę lądową, która idzie sobie 2-3 miesiące (i podobno może nie dojść - nasze doszły wszystkie), ale za to za 20kg płacicie trochę ponad... 10.000 jenów (tzw. "mana").

W roku 2007, z którego pochodzi ten materiał filmowy, jeden "man" kosztował 250 złotych. A obecnie? Sami sprawdźcie notowania walut... Cóż, bycie fanem mangi i anime, to kosztowne hobby. Zwłaszcza, gdy nasz rząd nie potrafi zapanować nad tracącą na wartości złotówką, przez co i tak już kosztowna eksploracja Kraju Kwitnącej Wiśni, robi się jeszcze kosztowniejsza. Co nie zmienia faktu, że działa tu stara zasada: "Jak kocha, to wróci". My wracamy od lat i nigdy wracać nie przestaniemy. I Wam również tego życzymy.

Wersja pierwotna filmu z 2008 roku:



A propos Book-Offa:



2 komentarze:

  1. Zaprezentowany sklepik to chyba marzenie każdego fana. Co prawda nieco kosztowne, ale ;) A relacja niezwykle sympatyczna :) Pozazdrościć możliwości wybrania się tam i zwiedzenia tego muzeum ^^

    Pozdrawiam
    Ireth z asianmusic.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrawiam i czekam na kolejne części reportażu ;)

    OdpowiedzUsuń