Atmosfera panująca w Tokio jest wyrazista, esencjonalna, gęsta, a jednocześnie trudna do przekazania za pomocą filmu - czyli obrazów i dźwięków. To za mało, aby przekazać coś tak złożonego. A jednak próbujemy. Nie dlatego, że mamy nadzieję, iż uda nam się przenieść ten "feeling" w całości, gdyż jest to niemożliwe, lecz dlatego, że mając szansę na przekazanie choćby niewielkiej jego cząstki, mamy nadzieję pobudzić Was do działania - do podjęcia samodzielnej podróży do tego zjawiskowego miejsca.
Oto krótka impresja filmowa nakręcona pewnego wieczoru, gdzieś w uliczkach Tokio. Coś bardzo zwykłego i przyziemnego, a zarazem pełnego tej charakterystycznej, tokijskiej, japońskiej, nieuchwytnej atmosfery. Bo takie właśnie jest to miasto. Niezwykłe w swej zwykłości. Takie zawsze pozostaje w naszych wspomnieniach i marzeniach. I takie jest za każdym razem, gdy je odwiedzamy. Nigdy nie zawodzi. Zawsze wita nas tą samą ciepłą obietnicą wspólnej przygody. Zapraszamy na przechadzkę.
Czy wiecie, że Tokio nie zawsze nosiło taką nazwę? Kiedyś, zanim jeszcze zalano je betonem i poprzetykano wieżowcami, było równie tętniącym życiem miastem jak obecnie, tyle że zbudowanym głównie z drewna, no i rzecz jasna - o wiele niższym. Dawno temu drewniane Tokio zwano Edo, czyli Brama do zatoki, jako że leżało u ujścia rzeki Sumidy do zatoki, zwanej obecnie zatoką tokijską. W 1868 roku, gdy siogunat przekazał władzę cesarzowi, ten postanowił przenieść się z Kioto do Edo i jednocześnie nakazał zmianę nazwy miasta na Tokyo, czyli Wschodnia Stolica. To był oczywiście nowy impuls do rozrostu przyszłej metropolii, jednak nie jedyny, gdyż Edo również wcześniej rozrastało się w niesłychanym tempie. Już w okolicach 1720 roku Edo przekroczyło liczbę miliona mieszkańców, dołączając do grona największych skupisk miejskich na świecie. Dzisiaj Tokio jest największą metropolią świata - mieszka w nim niemalże tyle ludzi, co w całej Polsce.
Drewniane Tokio, a zatem wszelkie pozostałości po Edo, zniknęły w większości wraz z drugą wojną światową podczas - będących następstwem bombardowań - pożarów, które dosłownie pochłonęły miasto. Dzisiaj niewiele jest już miejsc, gdzie zachował się duch dawnego Tokio. Jednym z nich jest Muzeum Edo-Tokyo.
Muzeum Edo-Tokyo otwarto w 1993 roku. To fascynujące miejsce zarówno dla każdego miłośnika tej niesamowitej metropolii, jak i historii Japonii. Muzeum ilustruje Edo od drugiej połowy XIX wieku (epoki Meiji), aż do znanego nam Tokio epoki Showa, czyli końca lat 80-tych XX wieku (później dodano również kilka elementów wykraczających poza lata 90-te XX wieku). Nie jest to miejsce, które można zwiedzić w ciągu godziny. A zatem warto, a nawet trzeba, zarezerwować sobie na tę wyprawę pół dnia.
To będzie dosyć dynamiczny odcinek, kolorowy i pełen energii, tak jak kolorowe i pełne energii jest Tokio. Pobiegamy trochę po stolicy Japonii, zajrzymy tu i tam, nacieszymy się panującym wokół klimatem fantastycznej metropolii oraz podzielimy się z Wami paroma fajnymi doświadczeniami i ciekawostkami.
W przelatujących obrazach może nie zawsze od razu dostrzeżecie o co chodzi, zatem poniżej podrzucamy kilka przydatnych podpowiedzi, które powinny uczynić film bardziej treściwym. Oto co ujrzycie w bieżącym odcinku. ▼
▲ KOLEJE JAPOŃSKIE
Zaczniemy od migawek z japońskiego metra. Pisaliśmy już o tym, jak niesamowitym tworem są japońskie koleje, więc tutaj ograniczyliśmy się tylko do kilku ciekawostek. Na filmie zobaczycie m.in. wszechobecne na większych tokijskich dworcach ekrany, które są absolutnie wszędzie - nie tylko w formie wolno stojącej, ale również wpasowane w ściany i filary. To daje niesamowity efekt, jakiego nie da się osiągnąć w przypadku plakatów - multimedialną, żywą przestrzeń. Zresztą, reklamy w Tokio to temat na osobną rozprawkę. Na dwóch ujęciach zobaczycie np. reklamy na... poręczach ruchomych schodów. A chwilę przedtem, człowieka pucującego boczne powierzchnie tychże schodów na przysłowiowy błysk. I nie jest to jakiś wyjątek, gdyż Japonia jest niezwykle czystym krajem. Niezwykle.
▲ SHINJUKU
Shinjuku to tokijska dzielnica rozrywki, największe zagęszczenie wszelkich atrakcji nie tylko w Tokio, ale w całej Japonii. Na filmie zobaczycie m.in. znaną ulicę mieszczącą się tuż przy placu obok sławnego dworca Shinjuku, przez który przewija się prawie 4 miliony pasażerów... dziennie. W Japonii jednak wszystko jest doskonale zorganizowane i tłumy niczym ławice ryb przepływają sprawnie przez dworcowe arterie. Większość z nich wylewa się właśnie na plac widoczny na filmie. Ma on bardziej kameralny klimat, niż ten w Shibuya.
▲ SHIBUYA
Na filmie ujrzycie również migawki ze sławnej dzielnicy Shibuya i to zarówno za dnia, jak i w fantastycznych światłach nocy. To centrum rozrywki i zakupów słynie z wielu rzeczy, a najsławniejsze z nich to wielkie skrzyżowanie przed dworcem kolejowym oraz pomnik Hachiko, również znajdujący się na placu przy wspomnianym skrzyżowaniu. A zatem, jeśli będąc w Tokio udacie się do Shibuya i zechcecie wyjść ze stacji na ten sławny plac, rozejrzyjcie się wokół i poszukajcie drogowskazów kierujących do wyjściaHachiko. W ten sposób natychmiast znajdziecie się w samym medialnym centrum tej zjawiskowej dzielnicy.
▲ UENO
Następnie trafimy do niepozornej dzielnicy zwanej Ueno, której niska zabudowa i przyziemny przyjemny klimat, sugerują raczej brak atrakcji, gdy tymczasem Ueno - o czym również wspominaliśmy wielokrotnie - to sławny park, świątynie, masa muzeów, niesamowity targ Ameyayokocho, zoo i wiele innych atrakcji. Tu naprawdę wiele się dzieje, choć na to nie wygląda. Tym razem jednak pominęliśmy to wszystko i pod wpływem impulsu, jeszcze na gorąco, nagraliśmy wrażenia zaraz po tym, jak zostawiliśmy nasz drogocenny sprzęt fotograficzny w ruchliwym barze z hamburgerami. O tym, czy go odzyskaliśmy, opowiemy w filmie.
▲ DOBRE SUSHI
Nadal pozostając w dzielnicy Ueno wybraliśmy się do naszej ulubionej sieci barów sushi - Sushizanmai. Na filmie mówię o cenach z "dolnej półki średniej półki" i jakości z "górnej półki", przepraszam za te może nie dla wszystkich klarowne wyjaśnienia, lecz gdy mam przed oczami tak dobre jedzenie, trudno mi się skoncentrować. Właściwy przekaz jest taki: Sushizanmai to doskonała sposobność na zjedzenie sushi o jakości "topowo restauracyjnej" za cenę troszkę poniżej średniej. W tym przypadku oznacza to 100-200 jenów za porcję sushi na ryżu. To może się wydawać wiele, ale gdy spróbujecie tej jakości (wartej w realiach Tokio setki złotych), szybko zrozumiecie, że jest to nie lada okazja. Innymi słowy, jeśli wydaje się Wam, że wiecie jak powinno smakować dobre sushi... zajrzyjcie do Sushizanmai, a Wasze kubki smakowe ufundują Wam świątynię.
▲ SUMIDA
Naszą podróż zakończymy - niekiedy dosyć nietypowymi - migawkami znad Sumidy, przepływającej przez stolicę Japonii rzeki, na której i wokół której zawsze wiele się dzieje. Podobnie jak podczas naszych podróży.
Teraz już wiecie co i jak, a zatem - miłego oglądania! ▼
I tak oto trafiliśmy na kolejny japoński festiwal (matsuri), tym razem do miejscowości Ota. Festiwal nazywa się Oeshiki i jest organizowany od ponad 700 lat pod patronatem świątyni Ikegami Honmonji. Ciekawostką jest to, że owe matsuri odbywa się w wielu miejscach w Japonii, ale to właśnie to w Ota jest uważane za najbardziej prestiżowe, gdyż to w tej świątyni zmarł święty Nichiren, a cała impreza odbywa się właśnie ku jego czci. Tyle teorii, bo w praktyce nie ma to większego znaczenia, gdyż nie jest to święto religijne w naszym tego słowa rozumieniu, lecz doskonała okazja, aby poskakać, powalić w bębny i zajadać się mnóstwem pyszności (wszechobecny w Japonii alkohol pominę milczeniem). Jeden z japońskich uczestników tego festiwalu stwierdził, że ten typ matsuri jest esencjonalnie japoński, bo koncentruje się na tych trzech elementach: tańcu, bębnach i jedzeniu. I tak właśnie było.
Pochód barwnych tancerzy podczas festiwalu Oeshiki zaczyna się na stacji kolejowej (stąd zobaczycie najwięcej ujęć na naszym filmie), kończy pod wspomnianą świątynią (tam również dotrzemy) i ma długość dwóch kilometrów. Udział w zabawie biorą mieszkańcy w praktycznie każdym wieku (co również ujrzycie na filmie), od przedszkolaków, do - jak to ładnie określają Japończycy - weteranów życia. Każda grupa biorąca udział w pochodzie ma własne stroje i w taki czy inny sposób - czy to tańcem, entuzjazmem, choreografią, czy też wyjątkowo okazałym wystrojem - próbuje zabłysnąć przed widzami i daje z siebie wszystko, czyli typowo po japońsku - "ganbaruje". To pokojowe współzawodnictwo nadaje tej imprezie fantastycznej dynamiki. Choć trzeba mieć sporo energii, aby dotrwać do końca, nawet jako widz.
No i oczywiście wspomniane już - jedzenie. Setki stoisk z tym, co Japończycy lubią najbardziej podjadać na takich imprezach. Każdy tu znajdzie coś dla siebie. Jest tu tego tyle, że można by wyżywić spore miasto przez co najmniej jeden dzień. Niemożliwe? Otóż - być może na zdjęciach i filmie tego nie widać - ale ten oto festiwal w tym oto niewielkim miasteczku odwiedza aż 300tysięcy uczestników. Witajcie w japońskie rzeczywistości.
Zanim ktoś się skrzywi na widok pieczonych ośmiorniczek, czy temu podobnych specjałów, uwierzcie mi: trzeba spróbować, żeby oceniać. Japońskie jedzenie jest pyszne, choć zdarza się, że przy wzmożonej produkcji dla masowego klienta, niektórzy właściciele stoisk czasami bywają niezbyt dokładni, co zauważam w naszym filmie (patrz: takoyaki - słodkawe kuleczki z kawałkami ośmiornicy, pochłaniane przez członka naszej ekipy, Michała. Choć inna sprawa, że on jadł je pierwszy raz i jemu smakowało). Niedokładność w tym przypadku polegała na tym, że smak "ciasta naleśnikowego" z którego robione są kuleczki, był zbyt "rozwodniony", a kawałki ośmiornicy, które powinny być malusieńkie niczym pestka pomarańczy, były zbyt duże i drażniły swoim kwaśnym, marynowanym posmakiem. Nie wiem, czy Japończycy uważają coś takiego za błąd, mi w każdym razie - wytrawnemu miłośnikowi takoyaki - takie niedopatrzenie nie przypadło do gustu. Ale, dosyć marudzenia - na takoyaki przyjdzie jeszcze w naszej serii czas. Sam festiwal natomiast uważamy za udany i serdecznie Wam polecamy!
DROGI WIDZU! Filmy, które oglądasz na tym blogu, publikowane są na DWÓCH kanałach YOUTUBE. Możesz je subskrybować, dzięki czemu będziesz natychmiast powiadamiany o każdej nowości! Kliknij na buttony poniżej i bądź na bieżąco!
Japonia oczami fana w The Japan Times
Japonia oczami fana trafiła na łamy The Japan Times.