Koniczynka moi mili! Oto zwiastun trzeciej już serii cyklu filmowego "Japonia oczami fana". Większość materiału, jaki ujrzycie w tej serii, została nakręcona w roku 2011, "parę chwil" po sławnym trzęsieniu ziemi i tsunami, katakliźmie jaki wtedy nawiedził północną część Japonii, stąd m.in. ten nieco psychodeliczny w swym klimacie trailer. Nie sugerujcie się jednak tą datą, gdyż co prawda kilkakrotnie będziemy wspominać o tym wydarzeniu w naszych filmach (wspominamy o nim nawet w trailerze), to jednak nie będziemy się na nim koncentrować, a naszym celem - jak zwykle - będzie radosna, "fanowska eksploracja Japonii". W serii tej pojawią się również (śladowo) materiały specjalne, zrealizowane w tym roku oraz materiały z lat poprzednich, które jeszcze nie ujrzały światła monitorów naszych. Oczekującym trzeciej serii JOF fanom Japonii zdradzę na początek tylko tyle, iż pierwszy odcinek tej serii będzie poświęcony sławnym "hotelom miłości" (love hotels lub rabu hoteru). A to nie koniec niespodzianek. Niektóre z nich widoczne są w niniejszym trailerze, a inne nie. Miłego oglądania!
Wielokrotnie w swoich filmach podkreślałem, że komunikacja miejska w Tokio to twór absolutnie fantastyczny. Wszyscy, którzy doświadczyli tego zjawiska osobiście, wiedzą doskonale o czym mówię i nie mają wątpliwości, że system miejskiej komunikacji tokijskiej nie ma sobie równych. Wielokrotnie również wspominałem, iż system ten, oprócz tego, że jest tak doskonale zarządzany i zorganizowany, posiada również szereg dodatkowych udogodnień i atrakcji. Aby zatem było nam to wszystko łatwiej ogarnąć, podsumujmy te podstawowe informacje w niniejszym artykuliku.
POD ZIEMIĄ I NAD ZIEMIĄ
Po pierwsze należy wiedzieć, że tokijski system kolejowej komunikacji miejskiej składa się z dwóch osobnych, lecz jednocześnie wzajemnie się uzupełniających systemów: kolei naziemnej JR (Japan Railways) oraz sieci metra. O sieci JR (lub jak mówią Japończycy: "dżeru") na początek warto wiedzieć również to, że w jej skład wchodzą także tokijskie linie autobusowe oraz sieć hoteli. Autobusy to jednak w Tokio środek dodatkowego transportu z którego prawdopodobnie rzadko będziecie korzystać, przede wszystkim zatem interesuje nas kolej. Oto jak przedstawiają się mapy obu tokijskich sieci kolejowych:
Powyższy wydruk został przygotowany w formacie A4 w wysokiej rozdzielczości w wersji anglojęzycznej, możecie zatem bez problemu wydrukować go sobie na początek dla wygody i ogólnej, szybkiej orientacji, a gdy już będziecie na miejscu, dokładnie się rozejrzyjcie na stacjach metra i JR, a na pewno znajdziecie powyższe mapki w większym formacie, zarówno po angielsku, jak i po japońsku. To będzie jedno z waszych podstawowych narzędzi do orientacji w zawiłościach sieci komunikacyjnej w Tokio.
Na początek zwróćcie uwagę, że każda linia ma swój kolor i nazwę. To jest wasza główna wskazówka jeśli chodzi o stacje i perony z których będziecie wyjeżdżać, przesiadać się i wysiadać. Jeśli wiecie, gdzie chcecie jechać i uda wam się ustalić, którą (lub którymi) liniami możecie tam dojechać, dalej będzie już łatwiej.
BILETY I KARTA SUICA
Przy wejściach na perony na tokijskich stacjach, znajdują się zautomatyzowane bramki, przez które można przejść albo posiadając (zakupiony wcześniej w automacie) bilet albo zbliżając do czytnika kartę zbliżeniową Suica.
Bilet: nabywamy go w automacie, których nie brakuje na każdej stacji. Automaty przyjmują gotówkę, zarówno banknoty, jak i bilon, więc nie ma problemu, na pewno sobie poradzicie. Proces zakupu jest naprawdę prosty. Patrzycie na umieszczoną na ścianie stacji wielką mapę, ukazującą ceny biletów. Na linii, którą będziecie jechać, zaznaczone są poszczególne stacje z cenami biletów (płaci się za przejechaną odległość), włączacie w automacie (ekran dotykowy) język angielski, wybieracie bilet za odpowiednią kwotę, wrzucacie drobne lub wsuwacie banknot, zabieracie wydaną resztę (jeśli jest), bilet i przechodzicie przez bramkę.
Bilet wsuwa się w szparę z jednej strony bramki, następnie przechodzimy i wyjmujemy go z drugiej strony. A jeśli okaże się, że kupiliście tańszy bilet, niż wynosiła opłata za przejechaną przez was trasę (bramka was zatrzyma), po prostu cofacie się do automatu, dokonujecie dopłaty do posiadanego biletu i przechodzicie ponownie już bez problemu. W razie czego w małym pomieszczeniu przy każdych bramkach znajduje się obsługa stacji, która zawsze wam pomoże. Nawet jeśli nie znacie japońskiego, umundurowani panowie w czapeczkach zorientują się w czym jest problem.
Na stacjach znajdziecie też starsze automaty, pełne przycisków zamiast ekranu dotykowego. Zasada działania jest tu taka sama jak w nowocześniejszych modelach, jednak tego typu automaty są coraz rzadziej spotykane i chwilami można odnieść wrażenie, że również nieco bardziej zawiłe w obsłudze. Zresztą, najlepiej jak przekonacie się o tym sami testując obie maszyny w praktyce.
Suica: kartę Suica można kupić już na lotnisku Narita w specjalnie oznakowanym punkcie (niezautomatyzowanym i z anglojęzyczną obsługą). Możecie o to zapytać w informacji, która na wspomnianym lotnisku bez problemu posługuje się językiem angielskim. Karta Suica kosztuje 2000 jenów z czego 500 jenów potrącane jest za wydanie karty, a 1500 jenów zostaje na niej i jest gotowe do użycia. Opcja zakupu karty Suica na lotnisku Narita ma jeszcze tę zaletę, że od czasu do czasu możecie trafić na limitowaną serię, dzięki czemu wasza karta będzie wyglądała wyjątkowo, choć ja przyznam, że wolę standardowego pingwinka w zieleni.
Drugi, bardziej standardowy sposób na zakup tej karty, to skorzystanie z automatu na stacji. Tutaj już musicie pokombinować z menu w automacie i odnaleźć opcje zakupu i następnie doładowania karty. Kartę wsuwacie do automatu, wybieracie opcję doładowania, kwotę, a następnie wsuwacie banknoty do szczelinki. Automat zajmie się już resztą. I nawet wam podziękuje.
Karta Suica nie spowoduje, że zaoszczędzicie pieniądze, lecz na pewno zaoszczędzicie sobie trudu, ponieważ tę kartę doładowujecie raz na jakiś czas i korzystacie aż do wyczerpania wpłaconych na nią środków. Fajne jest również to, że mając Suicę można korzystać zarówno z sieci metra, jak i z kolei naziemnej JR, w tym z autobusów. Możecie nawet płacić tą kartą w automatach z napojami (i nie tylko) i w mniejszych sklepach spożywczych, czy też na stoiskach typu kiosk. Ja osobiście używam tej karty wyłącznie do opłat za transport, lecz każdy z was zdecyduje sam w jakim zakresie chce z niej korzystać.
JAPAN RAIL PASS
Ciekawą opcją dla turystów jest Japan Rail Pass, bilet na określony okres czasu, dostępny tylko dla turystów, pozwalający jeździć wybranymi liniami sieci JR. Taki bilet kupujemy poza Japonią (każde większe biuro podróży w Polsce powinno wam go załatwić bez większych problemów) i aktywujemy na miejscu w dowolnej chwili w specjalnie do tego przeznaczonych punktach (jak zwykle: pytajcie obsługi na każdej stacji, na pewno pomogą). Jeśli dobrze wszystko obliczycie, taki bilet pomoże wam zaoszczędzić nawet ponad połowę wydatków na transport. Do sieci JR należą również sławne Shinkanseny, a więc jeśli planujecie podróżować po większym obszarze Japonii, Japan Rail Pass jest genialnym rozwiązaniem. Więcej informacji na temat tej opcji możecie zdobyć m.in. na oficjalnej stronie Japan Rail Pass. Uwaga, należy jednak pamiętać, że Japan Rail Pass nie uprawnia do korzystania z metra.
NIE TYLKO TRANSPORT
To, w czym się z pewnością zakochacie, jeśli chodzi o tokijski system kolejowej komunikacji miejskiej (pomijając punktualność, czystość i jakość obsługi), to fakt, że tokijskie stacje to nie tylko miejsca, gdzie się wsiada i wysiada z pociągów, to również miejsca służące często bardzo różnorodnym zakupom, zwłaszcza spożywczym.
Tokijskie stacje pachną pysznościami, kawą, słodyczami, gorącymi daniami. Czasami są to odcięte od podziemnych pasażów bardziej eleganckie sklepy, a czasami po prostu zwykłe stoiska ze słodkościami, czy też szybkimi zakąskami. Japońskie stacje to labirynty korytarzy pełne dziwnych zaułków i niespodzianek. Już samo jeżdżenie po Tokio miejską komunikacją to przygoda sama w sobie, pod warunkiem że nauczycie się odczytywać mapy i znaki informacyjne. W przeciwnym razie (podobnie jak ja) nieraz zwiedzicie niejedną większą stację o wiele dokładniej, niż sobie tego życzyliście.
W przygotowywanych kolejnych seriach z naszego cyklu filmowego, postaram się wam pokazywać m.in. więcej szczegółów z funkcjonowania tokijskiej komunikacji miejskiej, a tymczasem, jeśli macie więcej pytań, zachęcam również do zajrzenia na nasze forum do tego oto topiku, w którym zadajemy i odpowiadamy na pytania związane z wyjazdami do Japonii.
Mimo, że Japonia w XX wieku została zalana nieprawdopodobną ilością betonu, Japończycy nie przestali kochać natury. Parki, ogrody, miniaturowe ogródki, umieszczane nawet na najmniejszych skrawkach ziemi w zatłoczonym Tokio, to absolutna norma. Zieleń w Japonii można łatwo znaleźć absolutnie wszędzie, bez względu na to, czy znajdujemy się w wielkim mieście, czy w mniejszych miejscowościach. Jeśli chodzi o projektowanie wszelkiego rodzaju parków i ogrodów, Japończycy osiągnęli w tej dziedzinie absolutne mistrzostwo, tworząc oazy zieleni w najróżniejszych formach, od naturalnych parków, wyglądających niczym wycięte kawałki surowych terenów leśnych, po uporządkowane do najmniejszego detalu ogrody zen.
Nie pierwszy i nie ostatni raz wybieramy się do zielonych części Tokio i okolic. Tym razem odwiedzimy dwa dosyć różne, zielone miejsca. Będzie to powstała w XIV wieku świątynia zen Hokokuji w Kamakura wraz ze znajdującym się na jej terenie 500-letnim laskiem bambusowym oraz niezwykły miejski park w samym środku Tokio, wpasowany pomiędzy strzeliste wieżowce. Dla każdego coś miłego. A zatem, miłego parkowania.
Och, nocne Tokio. Dopiero wtedy można ujrzeć tą niezwykłą metropolię w prawdziwym świetle. To miasto właśnie wtedy odsłania swą prawdziwą naturę, miejsca pełnego poukrywanych atrakcji, niespodzianek, zakamarków. Nie w tym rzecz, że za dnia ich brakuje. Rzecz w tym, że po zmroku to miasto wychodzi z ukrycia i oddaje nam to, co w sobie skrywa najlepszego.
W kolejnych częściach "Tokijskiego szwendacza" ujrzymy o wiele więcej nocnego Tokio, centrów pełnych kolorowych świateł, ale również tych bardziej nastrojowych zakamarków, które nie mniej kuszą, niż zalane kolorowymi światłami i dźwiękami centra tokijskich dzielnic.
Tutaj należałoby wyjaśnić jeszcze jedną rzecz. Tokio nie ma centrum. Pomijając to tradycyjne, którym jest Pałac Cesarski, ale ono jest nieistotne z praktycznego punktu widzenia. Tokio składa się z dzielnic, przez niektórych zwanymi miasteczkami, przez innych wioskami, niemniej jednak chodzi o to samo. Każda z dzielnic jest integralną częścią Tokio, ale jednocześnie osobną komórką, posiadającą własną specyfikę, objawiającą się na wielu płaszczyznach: rodzajem zabudowy, doborem dominujących sklepów i punktów usługowych, klasą hoteli, rozrywek i kuchni.
Każda z tokijskich dzielnic ma swoje własne centrum, znajdujące się wokół głównej stacji kolejowej. Zasada jest mniej więcej taka, że czym dalej od stacji, tym mniej sklepów, restauracji i wszelkich przybytków rozrywki. Oczywiście nie dotyczy to dzielnic, które są w całości nastawione na rozrywkę, bo tutaj skala jest o wiele większa. Jedne dzielnice osiągają pełnię aktywności za dnia, inne wieczorami i nocą, a niektóre funkcjonują na pełnych obrotach całą dobę. To, co zobaczycie w naszych filmach, to tylko blady przedsmak tego, co oferuje to miasto.
Inna rzecz, że nasze szwendanie nie ma polegać na tym, aby pokazywać wszystko, zresztą to jest niemożliwe w jednym, nawet najdłuższym filmie, a raczej na tym, aby zwolnić, usiąść i poprzyglądać się, jak funkcjonują mieszkańcy tej metropolii, która mimo swej potęgi, posiada klimat zupełnie inny, niż by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Na filmie ujrzymy miejsca, które pokazują, jak klimatycznym i kameralnym miejscem jest Tokio. I wcale nie trzeba tych miejsc specjalnie szukać, one są wszędzie i co zadziwiające, jest ich nie mniej, niż tych zatłoczonych centrów dzielnic. Wystarczy skręcić w dowolną uliczkę, aby nagle znaleźć się w cichym i prawie pustym zakątku. To naprawdę fantastyczna rzecz. Oto słynna japońska umiejętność płynnego łączenia skrajności.
No dobrze, dosyć tego gadania. Zapraszam na kolejną porcję szwendania po ulicach Tokio. Usiądźcie wygodnie i dajcie się porwać magii tego miejsca.
Szwendanie się po Tokio jest jak nie kończące się odpakowywanie wciąż nowych prezentów, pojawiających się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pod rozłożystą, pachnącą lasem choinką. Znacie to uczucie? To naładowane dziwnym napięciem wrażenie, że za chwilę zdarzy się coś wspaniałego. I mniej więcej właśnie tak działa na mnie to miasto. Gdziekolwiek bym nie był. O każdej porze dnia i nocy. Ten miejski labirynt pełen niespodzianek pochłania mnie bez reszty.
Odcinek, który tu prezentuję, jest chyba najbardziej "naturalnym" filmem, jaki dotąd powstał w naszej serii, bo pozwala poczuć Tokio takim, jakie jest ono naprawdę. Nie łudźcie się jednak, że to wszystko, co ma do zaoferowania to miasto. To zaledwie blade preview. Niewiele jednak więcej można zrobić, dzisiejsza technologia bowiem jeszcze nie pozwala nagrywać emocji i zapachów oraz patrzeć na świat w tak obszerny sposób, jak czynimy to własnymi oczami, a zatem ta "filmowa miejska impresja" musi na razie wystarczyć. Mam nadzieję, że udało mi się przekazać choć odrobinę wrażeń, jakich doświadcza się, będąc tam osobiście.
Przedstawiony w tym odcinku obraz Tokio jest surowy, ale jednak nie do końca, bo nie byłem się w stanie chwilami powstrzymać, aby nieco nie podkręcić emocji w odpowiednich momentach, podkreślając klimat danego miejsca, czy też zjawiska odrobiną muzyki i dodatkowego montażu. Całość jest również wzbogacona licznymi komentarzami, które nie zawsze mają za zadanie przekazać jakieś informacje, ale raczej emocje, wrażenia, klimat. Nie oczekujcie tu również jakiejś dynamicznej akcji, lecz wygodnie usiądźcie, rozluźnijcie się i dajcie się delikatnie porwać temu miastu. Postarajcie się je wyczuć poprzez wyświetlany na monitorze obraz.
Oto pierwsza porcja odcinka 18, składająca się z trzech ok. półgodzinnych części. Będziemy się tu głównie poruszać po Tokio podczas dnia, przede wszystkim ulicami, ale zajrzymy na chwilę również w różne zakamarki. Podróż zaczniemy od niepozornej dzielnicy Sangen-jaya, aby potem poskakać po różnych ciekawych miejscach, takich jak: Shibuya, Akihabara, Harajuku, Ginza, Minami-senju czy Ikebukuro. Poobserwujemy codzienną miejską krzątaninę i przepływający arteriami tego miasta kolorowy tłum ludzi. Po prostu, poszwendamy się. Zapraszam.
Dlaczego z zacięciem wspinamy się na różnego rodzaju platformy widokowe, aby z uczuciem niejakiego triumfu podziwiać panoramy nierzadko zadymionych miast? Niech każdy sobie sam odpowie na to egzystencjonalne pytanie. W moim przypadku wystarczająco dobrym powodem jest zrobienie dobrego zdjęcia, czy też dobrego ujęcia na podręcznej kamerze. I mimo, że byliśmy pozbawieni statywów i beztrosko poniewierani przez dmuchający znad zatoki tokijskiej wiatr, mam nadzieję, że udało nam się przekazać choć odrobinę wrażeń, które były naszym udziałem, mimo że przekazujemy je za pomocą tej bardzo niedoskonałej technologii zapisu naszej rzeczywistości.
W naszym cyklu już niejednokrotnie przedstawialiśmy filmy z właśnie tego typu wypraw, których celem było ukazanie panoramy tego niezwykłego miasta, jakim niewątpliwie jest Tokio. Tematu z pewnością jeszcze nie wyczerpaliśmy, chociażby dlatego, że czeka nas wejście na właśnie uruchamiane, gigantyczne Tokyo Sky Tree, czy też... lot helikopterem. Wszystko przed nami. Tymczasem jednak zapraszamy na dach jednego z najwyższych budynków w tokijskiej dzielnicy Roppongi.
Powiem szczerze, że ja osobiście wolę podziwiać to niezwykłe miasto z poziomu gruntu, gdyż o wiele bardziej fascynują mnie wąskie tokijskie uliczki, skrywające za każdym zakrętem niezliczoną liczbę tajemnic, niż niekończąca się panorama bezkresnego miasta, obserwowana z lotu siedzącego na gzymsie, podtrutego wróbla. Niemniej jednak polecam każde z tych doświadczeń. Dlaczego? Bo życie warto obserwować z różnych perspektyw, aby nauczyć się tolerancji, bezstronności, samodzielnego myślenia i robienia zdjęć bez statywu.
DROGI WIDZU! Filmy, które oglądasz na tym blogu, publikowane są na DWÓCH kanałach YOUTUBE. Możesz je subskrybować, dzięki czemu będziesz natychmiast powiadamiany o każdej nowości! Kliknij na buttony poniżej i bądź na bieżąco!
Japonia oczami fana w The Japan Times
Japonia oczami fana trafiła na łamy The Japan Times.