JOF01 :: special 3 :: X-Japan Fans 2008

23:53:00 MrJedi 4 Comments


Dla fana X-Japan możliwość bycia na koncercie tego zespołu w legendarnym Tokyo Dome, to mniej więcej taka sytuacja, jak by miłośnik wspinaczki wysokogórskiej miał szansę wejść w tym samym momencie na trzy najwyższe szczyty świata. Ten zespół, to miejsce i to miasto są ze sobą związane w pewien szczególny sposób, lecz tylko prawdziwy fan tej wyjątkowej grupy potrafi to naprawdę zrozumieć. To trochę tak, jak z czekoladą i bankami - obie te rzeczy są na całym świecie, ale tylko w Szwajcarii smakują wyjątkowo. I to samo jest z X-Japan - tylko w Tokyo Dome "smakują" w ten wyjątkowy sposób - to już kawał historii. To nie tylko zasługa tego budynku, ale i całego miasta - Tokyo jest bowiem wyjątkowe w sposób szczególny i wszystko smakuje tu szczególnie wyjątkowo - nawet rzeczy zwyczajne. Trudno to wyjaśnić komuś, kto nie był w tym mieście i nie pokochał go. To jak tłumaczenie niewidomemu od urodzenia, czym jest kolor. Można używać wielu porównań, próbować dotrzeć do wyobraźni, ale samo sedno - bez osobistego doświadczenia i zrozumienia - nigdy nie zostanie w ten sposób przekazane. Pewnych rzeczy trzeba po prostu doświadczyć samemu.



Może się komuś wydać dziwne to, co teraz powiem, lecz gdy myślę o Tokyo, czy też w ogóle o Japonii, to nie myślę jak o miejscu na mapie świata, lecz jak o... osobie - żywej, prawdziwej osobie, istocie, za którą tęsknię, gdy przebywam w Polsce; cieszę się na spotkanie z nią, gdy do niej lecę; jestem smutny, gdy się z nią rozstaję - tak to działa. Mój zmarły niedawno kolega, Witek Nowakowski, powiedział mi kiedyś, że przy pierwszym przyjeździe do Japonii, można ją odebrać tylko na dwa sposoby: albo się rozczarujesz, gdyż twoje wyobrażenia o tym kraju będą tak bardzo inne, że po prostu go odrzucisz; albo natychmiast i bezwarunkowo go pokochasz. Miał rację.

Gdyby ktoś zapytał mnie, za co kocham Japonię, najprostsza i najkrótsza odpowiedź, jakiej mógłbym udzielić, brzmiałaby - "za to, że jest". Gdybym jednak musiał rozwinąć tę wypowiedź, to choćbym nie wiem ile czasu na to poświęcił i starał się wymienić wszystkie elementy, które przyciągają mnie do tego kraju - nie zdołałbym przekazać wszystkiego, gdyż słowa są zbyt prymitywnym narzędziem, aby przekazać pewne doświadczenia. I tak samo było z tym koncertem - takie wydarzenia jak to, są wyjątkowe i ulotne - i tylko będąc tam na miejscu, ma się szansę zakosztować jego prawdziwego smaku. I tego właśnie Wam życzę.

4 komentarze:

JOF01 :: 03 :: Śladami Totoro 1

19:23:00 MrJedi 2 Comments


Podążanie śladem Totoro - najsławniejszej postaci, jaką stworzył mistrz japońskiej animacji, Hayao Miyazaki - jest w Tokyo stosunkowo proste, gdyż nawet nie szukając, mimochodem i regularnie natykamy się na Totoro Shopy, sklepy poświęcone wszelakim gadżetom, związanym z produkcjami Studia Ghibli (pokażemy Wam to w następnych odcinkach). Muzeum Ghibli to jednak wyjątkowe miejsce - zaprojektowane od początku do końca przez mistrza Miyazakiego, kryje w sobie niepowtarzalny klimat i naprawdę warto się tam wybrać, bez względu na to, na ile "totorowych sklepów" natknęliśmy się wcześniej.

Wersja filmu po reedycji z roku 2012:



Mitaka to naprawdę urocze miejsce i sama już wyprawa do tej podmiejskiej dzielnicy/miasteczka, jest frajdą samą w sobie, a jeśli jeszcze do tego odwiedzimy Muzeum Ghibli - stuprocentowa satysfakcja gwarantowana. W powyższym filmiku, gdy niespodziewanie trafiamy do "mangowego secondhandu", słychać porównanie do niejakiego "BOOK-OFFa" - to kolejna rzecz, którą wyjeżdżający do Japonii fan mangi i anime znać powinien - największa w kraju sieć "książkowych secondhandów" - pełna mang, książek, CD, DVD z filmami, anime i grami itp. (patrz: odcinek 5: Mangowe zakupy) Przeciętna cena tomiku mangi w tym miejscu, to 100-200 jenów, co dotąd wydawało nam się bardzo niską ceną (bo taka jest w istocie) - aż nie trafiliśmy na sklepik z (używanymi) mangami po jenów zaledwie 30. Wniosek: warto wybierać się do mniejszych, podtokijskich miejscowości, właśnie w poszukiwaniu takich cudownych miejsc.

Jednak musicie potem (a właściwie - przedtem) pamiętać o jednym: papier jest ciężki. Diabelnie ciężki. A limit bagażowy na samolot wynosi TYLKO 20kg (walizka z podstawowymi rzeczami codziennego użytku - i już po limicie - a przekroczenie go słono kosztuje), a zatem - trzeba to będzie potem jakoś przewieść do kraju - co wiąże się z kolejnymi kosztami. Najlepiej jest wysłać paczkę lądową, która idzie sobie 2-3 miesiące (i podobno może nie dojść - nasze doszły wszystkie), ale za to za 20kg płacicie trochę ponad... 10.000 jenów (tzw. "mana").

W roku 2007, z którego pochodzi ten materiał filmowy, jeden "man" kosztował 250 złotych. A obecnie? Sami sprawdźcie notowania walut... Cóż, bycie fanem mangi i anime, to kosztowne hobby. Zwłaszcza, gdy nasz rząd nie potrafi zapanować nad tracącą na wartości złotówką, przez co i tak już kosztowna eksploracja Kraju Kwitnącej Wiśni, robi się jeszcze kosztowniejsza. Co nie zmienia faktu, że działa tu stara zasada: "Jak kocha, to wróci". My wracamy od lat i nigdy wracać nie przestaniemy. I Wam również tego życzymy.

Wersja pierwotna filmu z 2008 roku:



A propos Book-Offa:



2 komentarze: